Kocham...
Jak ja kocham obudzić się z takim łomotem w czaszce i wyciekiem z nosa o takiej zajebistej porze jaką jest środek nocy o dziewiątej rano.
Kocham być Agnieszką na dyplomie.
W związku z powyższym kocham wszystkie nadprogramowe wycieczki na Przymorze, które będą musiały zaowocować w sprostowaniu nieoczekiwanej zmiany mojej (tej justynowej) tożsamości.
Kocham stres.
Ponadto stęskniłam się za kochanym stresem.
Kocham być beznadziejna i nie wiedzieć o co mi chodzi.
Kocham jak mi w radiu zaczyna jęczeć Kupicha.
Nie będę też ukrywać jaką miłością darzę siebie samą.
Zwłaszcza jak mam taki sarkastyczno-złośliwy nastrój.
Życie ach życie kocham Cię nad życie.
Kocham moje lewe ręce.
Cienkie włosy.
Wysokie podbicie.
Duże uda.
Kwadratowe łydki.
Nieokiełznany cyc.
Kocham na-to-mnie-nigdy-nie-będzie stać.
Kocham czwartki.
Kocham piątki.
Soboty, niedziele, poniedziałki, wtorki, środę (sic!).
Kocham pisać o tym co kocham.
Kocham "być samą".
Kocham nie wiedzieć.
I kocham jak nikt nie rozumie.
Wszystko jest takie kochane. Kochajmy się tak dalej. Kochani.